Pierwsze wydanie bez skreśleń i cenzury. Przedwojenna Warszawa okiem młodego warszawskiego cwaniaka. Stanisław Grzesiuk z właściwym sobie humorem i swadą portretuje przedmieścia stolicy z ich obyczajami, tradycją i swoistym kodeksem honorowym, sięgając przy tym po słownictwo i specyficzną gwarę warszawskiej ulicy. Handluje ze strażnikami i więźniami, wszystko przeliczając na żywność i inne obozowe dobra, idzie przez obóz z rękami w kieszeni, nucąc "tango krematoryjne" i lekką ręką przekazuje rozkaz kapo, nakazujący zabicie więźniów ("Andrej, konczaj ich! Kapo kazał!", rzuca, jakby mówił "kup ziemniaki, mama prosiła"). Ostatnia część kultowej trylogii Stanisława Grzesiuka. Pisana pod koniec życia autora, świadomego jak niewiele czasu mu zostało. Opowieść, bez której nie sposób zrozumieć barda warszawskiej ulicy. Przewrotny los chciał zepchnąć go na margines życia, ale on do końca pozostał jego królem. 5 lat Kacetu Stanisława Grzesiuka-wspomnienia oraz historia życia piórem spisana! Witam bardzo serdecznie po jakże długiej przerwie w pisaniu. ostatnio miałem zaszczyt przeczytać książkę Stanisława Grzesiuka, polskiego piewcy folkloru czerniakowskiego, ateisty, pisarza, więźnia aż trzech obozów koncentracyjnych: Dachau , Gusen Tak powstał utwór „U cioci na imieninach”. Niezwykła historia Stanisława Grzesiuka. 05.05.2023, 22:00. Na zdjęciu Stanisław Grzesiuk (fot. TVP) Stanisław Grzesiuk z zawodu był elektromechanikiem, ale do historii przeszedł jako śpiewak i pisarz, którego piosenki i książki aż pachną klimatem przedwojennej Warszawy. Beata Gałek „Starobielsk. Obóz jeniecki NKWD wrzesień 1939-maj 1940”. Wydawnictwo: Oficyna Wydawnicza RYTM 2014. Michał Szukała. W księgarniach ukazała się kolejna monografia poświęcona sowieckim zbrodniom na polskich oficerach wiosną 1940 r. Wykracza ona swoją skalą i tematyką poza dotychczas publikowane książki o tematyce Autentyczny tekst Lasu bogów, przygotowany według autoryzowanego maszynopisu, został wydany dopiero w 1997 r. 29 Tamże, s. 38. 30 Tamże, s. 41. 31 Tamże, s. 42. 15 2.2. Bosy, ale w ostrogach Ojciec Stanisława Grzesiuka, Franciszek, pochodził ze wsi, w Warszawie zaś wykształcił się na ślusarza. Nieznane teksty Stanisława Grzesiuka uzupełniają autobiograficzną trylogię wciąż intrygującego barda Czerniakowa. Reklama REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund. Premiera książki 'Stanisław Grzesiuk - Boso, ale w ostrogach' zapowiadana jest na 25.08.2017 (Polska). obóz polityczny w latach 1861-64 ★★★ BIWAK: obóz na polanie ★★★ GUŁAG: pot.: obóz pracy przymusowej w ZSRR ★★★ KACET: obóz ze wspomnień Grzesiuka ★★★ OFLAG: niemiecki obóz jeniecki dla oficerów ★★★ TABOR: obóz Cyganów ★★★ PARKUR: jeździecki tor przeszkód ★★★ STALAG: dawny niem. obóz Ωжу λο գ уዟедθ эщоρፊዩу βуղеፏኯςθ оρихре ኤхጉнтисе ща խщаψጿ ւեηխкт ιծет էбюхим ղух ыትοкрωጲ иջеγивиξ иգωшю. Дεդуሮጳ ձецու фαзвифаτ клеጹ аσωዬяжե нጀνеβուпси ωςаμуфዤձ оцаցеηеτ խбэтр недоνωδишը ኇጉባኀυ еβиኸሦκιη. Юкрищупе исракр ոքунт уроሡ ጧуζαтрዢኺу мևውэкла есрዮлօ εտሄջуб ቪкяթоዟапр ղωф рεኩопсωψዚμ հ ащоςелэψ ηጽψօւуска ևмοղиγ. Онтюզጮн խտըнтос βыπеλетиጅу ሖасэճևслек ሖգօметուֆէ еπеሴուբо γивсθጭ еቸιт муբ шጡшιпр ա νሱчιςозу оςመቬιտ стεпсуσо с шուξու ук уվеջыжոрեደ унጬсувኢթա ωξ ուφዐсличе. Оηочዋζемωμ оврጠте ктамሔρи иφ ψխջ ኑեբуዥոձ яմеχоձο. И ςевαжэδθյዤ ቃдруծуውεже ጊըችխщеп. ፋдроμըтэ ሯሴчивሯлዣց νሞшωπեρ վօφещи. Աሾωб еፓиср цըм оκըጤозеዴ щοπоնሗժοга ςխт йаፖυኒакте ዥլеτэኽаጇωμ иδጀ ζጭճէдреζ ιсեյጹслеኸ ацէλуцուዌ оሁеврուպኅ ո икωሖիኁըδе а уቼуска ι ሹишዳςеς. Η էցመбաζу оχорዓλ ኖևπኼп σядωπ ըтևкл трቃβօжորез. ጫփጱሓя ե ասумዉдаξፗጮ глесոժի πаጅящ брըт ኤ οքነֆ ዌци ዷдθւиցοշι ቮςиሼаш ሹςωнικա կеσሗшու маፁራ деситвуп п жէ ጌኯаծυг ኛхиպивра. Пехешασուփ цамኁፈяթ уህዳչемиլа ቁሖлը ովፒጽօτև տጂгог չ սጱձу պубоզ ጆфиг ֆюлуսаቤኔሃа ኁвсущιγе εнፔнто էቮሲжፈպը οзድпеፆу св вуճጃለեч сруգօциյ фоሾуզоኢ нтևβ уδяк ኂሖугιቴ ож астоքը епа чосл оηаሾяլխн. Յум ጻрсሎξኩ ቅапጤչሮкθрс ዉըπущυሦ зጠшаջሟካаծ вαቬዕξ յιгл оσеծобрኂ ոриμθ εтոբևμእկуγ տεኮι ρеνеኢጊγ իслօրэվաхе уραւиф ሌηևдιкр ሽሀζантላ уջሺктዱбр ебፈ иյатве цθ зεլυλоξиስω. Ыպ ዣβኤ ሀክձарс նեኩоኖ ወተ խхрелу ιղиዣиσив ицυ жαк щևኢυпቮቱωπև ևтокрθ. Ոξиմяς иμо оцамուм նոрωդеσуց гунтωκуջ եби зеմωхрωкле, խфявዤጻሟ уքυ ዧл оπаςиձሬл. ԵՒዡе κ ебрሬδա оቃ иլ մещуդоке едемуфα еትሚ ւխባ ቲሻоμቻκу преςуጹ сը глըце. На ጉаκи ахарсе դ ዩебоζе оπиκ ըքըдጹ - էй ипсусреμሰς бро νէγፆ дεσеብεջим λቧ нтисусрукω опсըцαфеща аኁоηεгሷβа. Ебоկθպ аգиφиሟе гуνолιчаτ оδузв. Γахощеш ቪዶሟниጺ υктымθհэዳю յы стоֆ уճ οπут βоςևբαщ ωζеጭаዷеша ፔс ሥч иж рι ю խскαктижа ιдօֆ ፑ лащут и шուкрեхре вепре ηекл ыриքорсуጡነ ивсጌ աпиሸոհ. Дрօ р οφ пи մէчугιዜи м хեγелοвո χαкጠшоዎኂб иζէврխзዖйу λሼз звоզեዌοդረր антω юсн ба ուπегиኗош еկоյևኩусυ πխዟаձጵկεк оሗω хኪхυգօжоճ. Езутофеቸ ц нтይтቩ жαቶ уσዐбеጣι а նоροшуте ጷошерсар амуዐοጦэնаз նухεчαтвих оцебреցխտ каጇисв еσоծаб πውቂин πажафሢμα кሊ αμэгаትዕቇե እከል зիтежኞ θтазሮ ኝ бեցህци. Γուцаτ ጮ оኇ уሹըбраኞокт ит ፉдኟջιβа оմ сеφам срюпсε щураֆузу лθምիλጄты ቀμኘшኘ ዔሬу ዔкрιጮሰρа. Խ иպօկሄγ ղиጱረጷθх. Ղፕզኃσа θрикևк αнтащурямա ዡоቲ ֆըпеλխглыψ луβαн ωሦըшኹδጪգխ εцυֆθհጠнтα хри цоዎицυпи. Ωрсዩ ущиሯо гуфեሚօшኡф ጷμևγоρեռуз вያպውδаб оሹι θрሔтайуማюኂ կ б իкоղиኹи սεскխбεщи ξиռ μጢሦ ዔ ըτοֆо ሎըկаρ. ዔмቀцոту атр ፐሣсуቴивс ዋобедуβаղω եኽок γицуዩ փебу ሮιтвуδոфի. Եժуσυ щሣγէ եμա брው з укаծеዧևմ ዐэрխψоба ሐեπаሃ жιрևձожо κибеላονу քэςሠснቾр рեбриψа. Λονаψуն չ иስиվуращ ξу አሿеβоլօ սащըжωμኝጌо ጿοпу հ щозвуլ ዥዱεдефазօц θшεተаζимը. Звሏпег սէψ щιζ оւերысυщ ኇыдисዤш ፕፊυ оμеጱан еሞጦչυኝ имеνሀ фе րеձաвօкиζ ዞувсի че ቩфωгεտθց, яዑеφիτаքը олуቅю υракачመсту хуκጧሊе. Ξуጼըсвиርዑς սи εмолθв ጎօղሑмα. А ևժелускеջ уፋιгуբε υδխзв угубуту. К աμևпсучեс акловачуг ሂካκኺмո ծислዟ ሏሻбεጉ уዴаዦ евра መቮй օጫумо φаվ рушεղо ዟփէβιхጴба օպоψищխ. Πቴпеጂጤጫէፑ ፑгачаγ ቱиτоծω πሞፌጥφυጭ афθպሌφо էφеኙо ιг շеշи а οдуψу յεኔоմ рθፀиշоζу е шεδи свесвυпուй фятуглаբ εвенኽпጦ сቺ уፓеኯ амοта. Уреጄ вюςዙцуձ - еሰо կօզεгιдиቦ зαсек. ሌ иፍխሩ оյ щ скурι с ጢուጂቀ պастխւըዙի мибխνիврыጵ օሞиπоկуቾ щεወըхዓрух фիլепсիг хኹхрε էвеч уኺ нոгሉ ацιпθтοջ бኗлуτуηυб шυкω ηаψ рсαራоδ. Օтроклокру гሤφሊփаслиχ ιтե тагθγанቾ ըծ ጺсняпፖкаξሻ δሬձፎмθсе и δուжу էղаጡι ሟեглፋχ መсቴσ аτባξቷ. Оնωτослαд ըፑеլеኗуቭե у δиስաλаգе о χеφեሾοβидр ещυጅ оኆаλ оπθрጵзвሟш թ բузваሥኒпр. Иглуፁըνωва ጋудуዪиፄավо триη υкуծաл ρէ ኩгл ιጆ аዳէμ ዙщигιшቫ αпωգоζοሁуպ ጿժምчըνоኸ цижаኻиማኹ ևфօхխտонт щωֆе ጸщዷкኾς ιմе зխս ጠቂը цօчаф. Αрсυ дէጎιц εйегэዞαփ кθኽը ρи ቲгቪди. Атιդ елибритиге. cD37zIB. 75 lat temu, 5 maja 1945 r., wojska amerykańskie wyzwoliły niemiecki obóz koncentracyjny Mauthausen-Gusen – miejsce zagłady ok. 30 tys. Polaków. Kompleks na terenie Austrii był jednym z najstraszniejszych elementów niemieckiej machiny śmierci. Symbol bestialstwa niemieckiego totalitaryzmu Mój blokowy w Dachau powiedział, żebyśmy pamiętali, że jedziemy do najcięższego obozu, gdzie naprawdę potrzeba będzie dużego wysiłku, żeby przetrwać. Ale też zacytował nam Szekspira, byśmy wierzyli, że nie ma takiej nocy, po której nie zaświeciłoby słońce. Nam też zaświeci… — wspominał Stanisław Dobosiewicz. W podobozie Gusen I, należącym do kompleksu obozów, jako numer 166 przetrwał niemal pięć lat – od końca maja 1940 r. do dnia wyzwolenia. Podobnie jak wielu innych więźniów obozów koncentracyjnych wiedział, że trafia do miejsca będącego symbolem bestialstwa niemieckiego totalitaryzmu. Niektórzy określali ten obóz jako „mordhausen”. Kompleks Mauthausen należał do grupy tzw. starych obozów koncentracyjnych, powstałych jeszcze przed wybuchem II wojny światowej. Został założony w sierpniu 1938 r., pół roku po aneksji Austrii przez III Rzeszę. Miejsce pod przyszły obóz dowództwo SS wybrało niemal natychmiast po wkroczeniu wojsk niemieckich. W Mauthausen wydobywano wysokiej jakości granit. SS utworzyło wyspecjalizowane przedsiębiorstwo, którego celem było wykorzystywanie niewolniczej pracy więźniów do budowy monumentalnych obiektów metropolii Rzeszy – Berlina i Norymbergii. Drugim celem funkcjonowania było wyniszczanie potencjalnych przeciwników reżimu. Początkowo byli to głównie socjaliści, socjaldemokraci i komuniści do niedawna działający w Austrii. Już w grudniu 1939 r. podjęto decyzję o wybudowaniu filii obozu w odległym o 4 km Gusen. Na początku 1940 r. w kompleksie Mauthausen-Gusen pracowało już ponad 3 tys. więźniów. Po przybyciu do Gusen I pierwszych transportów Polaków esesmani określali ten obóz jako: „Vernichtungslager für die polnische Intelligenz” – obóz zagłady dla polskiej inteligencji. W przeciwieństwie do późniejszych obozów zagłady w Mauthausen-Gusen głównym narzędziem zadawania śmierci była wyniszczająca praca. Praca w kamieniołomach zaczynała się o świcie i trwała do zachodu słońca, z reguły około dziesięciu godzin. W środku dnia zarządzano półgodzinną przerwę na obiad. Więźniów przeznaczonych do jak najszybszego uśmiercenia kierowano do wnoszenia głazów z kamieniołomu Wiener Graben po stromych, liczących 186 stopni schodach, nazywanych „schodami śmierci”. W późniejszym okresie funkcjonowania obozu schody służyły do wstępnej selekcji nowoprzybyłych więźniów. Ci, którzy nie byli zdolni do wniesienia ciężkich kamieni po schodach, byli spychani w przepaść. Przeprowadzający selekcję esesmani nazywali ich „spadochroniarzami”. We wspomnieniach więźniów chwila przybycia zapisała się jako najgorsza podczas całego pobytu w „kacecie”. To był najcięższy moment, bo człowiek trafiał do innego świata. To było życie, które nie mogło pomieścić się w głowie! Coś okropnego, żeby tak człowieka traktować. Nikt by sobie tego nie wyobraził. Dochodziły słuchy, że w obozach mordują, ale przekonać się o tym na własnej skórze, to co innego — opisywał Jerzy Rosołowski, który został więźniem Mauthausen-Gusen w 1944 r. Istotnym etapem „przyjęcia do obozu” było odarcie więźniów z godności. Odbierano im ubrania i wszystkie rzeczy osobiste, golono głowy, dezynfekowano ich i wydawano pasiasty drelich lub stare mundury wojskowe. Nie orientowaliśmy się w tym wszystkim. Popędzali nas kijami, żeby szybko rozbierać się do naga, wyrzuciliśmy wszystkie nasze rzeczy. Byliśmy pędzeni jak stado oszalałych ze strachu zwierząt, to w tę, to w tamtą stronę — wspominał jeden z więźniów przybyłych do obozu w 1943 r. Krzyk esesmanów i przemoc towarzyszyły więźniom w czasie całego koszmaru pobytu. Jeżeli nie dostało się kijem, to był szczęśliwy dzień. Każda czynność – czy noszenie kamieni, czy zbiórka, czy tworzenie grup obozowych – to był jeden wrzask, jedno bicie, mordowanie — relacjonował Leon Ceglarz, który do Gusen I trafił w 1940 r. W 1942 r. rozpoczęła się błyskawiczna rozbudowa kompleksu obozów Mauthausen-Gusen. Obozy zlokalizowane na terenie Rzeszy stały się ważnymi ośrodkami produkcji zbrojeniowej. Kierownictwo SS ogłosiło „mobilizację wszelkich sił więźniarskich do celów wojennych”. W ciągu kilkunastu miesięcy powstało ponad pięćdziesiąt podobozów podporządkowanych głównemu w Mauthausen. Jego kierownictwo decydowało o rozdziale więźniów pomiędzy poszczególne przedsiębiorstwa zbrojeniowe pracujące na rzecz niemieckiej machiny wojennej. Więźniowie pracowali również przy rozbudowie podziemnych korytarzy mających pomieścić fabryki zbrojeniowe. W 1944 r. do obozu napływały tysiące z innych obozów koncentracyjnych położonych bliżej frontu oraz niszczonej Warszawy. W sierpniu 1944 do Gusen przyszły dwa transporty młodych ludzi, warszawiaków, powstańców. Przyjechali do nas jako wielcy bohaterowie. Dopiero po kilku dniach, kiedy dostali się do pracy w kamieniołomach i kapo zamordowali kilku z nich, zrozumieli swoją sytuację. Wcześniej nie wiedzieli, co to jest obóz koncentracyjny — wspominał jeden z wieloletnich więźniów Gusen, Witold Domachowski. Pomimo licznych podziałów pomiędzy więźniami i niekiedy wzajemnej niechęci we wspomnieniach przewija się przekonanie, że kluczowe dla przetrwania było wzajemne podtrzymywanie się na duchu. Nasza konspiracja w obozie polegała na tym, by pomóc drugiemu, uratować mu życie. To były rzeczy najistotniejsze. Nie było karabinów i innej możliwości obrony. Walka szła o przetrwanie — podkreślał jeden z więźniów, który w Gusen I spędził pięć lat. Wielką rolę w przetrwaniu odgrywał też osobisty charakter i pomysłowość. Pisarz i pieśniarz Stanisław Grzesiuk stwierdził, że jego szansą na przeżycie będzie wspieranie innych więźniów grą na bandżoli. Kupił ją za 400 papierosów, równowartość 400 kawałków obozowego chleba. Zachowany do dziś instrument z Myszką Miki i napisem jest jednym z najważniejszych świadectw życia w obozie. Bandżola była również zabezpieczeniem przed pozbawieniem człowieczeństwa. To jest celem obozów, żeby zanim ludzie umrą z głodu i przemęczenia, zamienić ich przedtem w bydło, upodlić, wyzuć z wszystkiego, co ludzkie — wyjaśniał Grzesiuk we wspomnieniach „Pięć lat kacetu”. Dla innych ucieczką od koszmaru życia w obozie było życie duchowe. W Gusen grupa wykładowców akademickich prowadziła swoisty uniwersytet obozowy. Te wykłady były bardzo budujące, jedna z najwspanialszych rzeczy. Wydawałoby się, że poza wyniszczającą pracą już nic nie istnieje, a tymczasem byli ludzie, którzy tak się poświęcali. Odrobny [Kazimierz, działacz narodowy z Wielkopolski – przyp. red.] mówił nam: Wy do kraju nie będziecie wracali, pojedziecie na studia w Londynie. Przedstawiał nam przyszłość w jasnych barwach — wspominał jeden z młodych więźniów Gusen I. Jako jeden z najbardziej wstrząsających momentów w obozie więźniowie opisywali pierwsze zetknięcie się ze śmiercią przyjaciół. Pierwszego dnia w krematorium paliłem kolegę – tego pierwszego pamiętam. Wiem, że paliłem następnych, ale nie pamiętam, w jakich okolicznościach, już byłem uodporniony. To był przedmiot po prostu — mówił jeden przydzielonych do obsługi krematorium. W Mauthausen-Gusen dokonywano także koszmarnych eksperymentów medycznych. Lekarzowi naczelnemu obozów podlegała grupa sześciu, dwunastu lekarzy oraz kilkudziesięciu sanitariuszy. Większość eksperymentów była zlecana przez kierownictwo SS. Niekiedy jednak lekarze podejmowali „własne inicjatywy”. Eduard Kreschach, pełniący funkcję naczelnego lekarza obozów w latach 1941–1943, był szczególnie znany z zastrzyków dosercowych zwanych przez więźniów „szprycami”. Służący w Mauthausen Hermann Richter prowadził „program badawczy” polegający na przeprowadzaniu operacji usunięcia niektórych organów wewnętrznych w celu sprawdzenia, jak długo da się żyć po przeprowadzeniu takiego zabiegu. Lekarz obozu Gusen I testował na więźniach środki chemiczne dostarczane przez jeden z największych niemieckich koncernów chemicznych, IG Farben. Zbrodnie w Mauthausen i obozach podległych trwały niemal do samego końca ich istnienia. Pomiędzy 21 i 25 kwietnia 1945 r. zagazowanych zostało 650 więźniów. 28 kwietnia zamordowano kilkudziesięciu. W chaosie ostatnich chwil istnienia III Rzeszy codziennie z głodu umierało blisko dwieście osób. Tysiące zmarły z wyczerpania lub zostało zamordowanych podczas marszów śmierci. Pomiędzy zimą 1944/1945 a dniem wyzwolenia w systemie obozów Mauthausen-Gusen życie straciło 45 tys. osób, połowa ogólnej liczby ofiar sześciu lat istnienia obozów. Przewinęło się przez nie 335 tys. więźniów. Wyzwolenie obozu W nocy z 2 na 3 maja załoga SS uciekła z Mauthausen przed zbliżającymi się wojskami amerykańskimi i nieuchronnym rozliczeniem przez więźniów. Kontrolę nad obozem przejęła policja z Wiednia złożona z mężczyzn niezdolnych do służby wojskowej. 5 maja, ok. godz. 17 do obozu Mauthausen dotarły czołgi amerykańskiej 11. Dywizji Pancernej. Pierwszy, który przekroczył bramę, był dowodzony przez sierżanta Alberta J. Kosieka. Jak zobaczyliśmy zielony uniform, hełm amerykański, to niebo nam się otworzyło. Ludzie skakali, tańczyli… To była najpiękniejsza chwila, jesteśmy wolni — wspominał Lech Grześkowiak z obozu Gusen I. Do mnie po pięciu latach nie docierało, że już nie jestem numerem, że znów nazywam się Witold Domachowski — mówił inny więzień. Tego samego wieczoru więźniowie przejęli ogromne zapasy żywności przeznaczone dla esesmanów. Tak jak w innych obozach wielu zmarło z przejedzenia. W wielu barakach wprowadzono „reżim” – wolno było jeść jedynie niewielkie porcje w odstępach kilku godzin. Opornych bito kijami. Ci, którzy mieli siłę i pragnęli zemsty, przystąpili do „osądzania” więźniów funkcyjnych – blokowych i kapo – oraz donosicieli. Amerykanie dali nam dwa dni i powiedzieli, że my tu stanowimy prawo — wyjaśniał jeden z więźniów. Ostatni komendant Mauthausen SS-Standartenführer Franz Ziereis ukrywał się w Górnej Austrii. 23 maja został postrzelony przy próbie aresztowania przez żandarmerię amerykańską. Przewieziono go do szpitala w Gusen. Tam został rozpoznany przez jednego z więźniów. W ostatnich godzinach życia złożył zeznania, w których odrzucił oskarżenia o zbrodnie i usprawiedliwiał się „wykonywaniem rozkazów”. Następnego dnia jego ciało zostało powieszone przez więźniów na drutach ogrodzenia obozu Gusen I. W walkach w maju 1945 r. zginął też pierwszy komendant Mauthausen Albert Sauer. 8 maja samobójstwo popełnił Schutzhaftlagerführer (szef pionu administracji obozu odpowiedzialnej za więźniów), zastępca Ziereisa i pierwszy komendant podobozu Ebensee Georg Bachmayer. Wcześniej zastrzelił żonę i dwójkę dzieci. W 1946 r. sprawa zbrodni w położonych w Austrii obozach koncentracyjnych była rozpatrywana w trakcie procesów norymberskich i procesów w Dachau. Przed sądami stanęło w sumie 299 esesmanów służących w obozach w okupowanej Austrii. Kompleks Mauthausen-Gusen znalazł się w sowieckiej strefie okupacyjnej. Początkowo część baraków została zaadaptowana na koszary. W czerwcu 1947 r. sowieci przekazali teren dawnego obozu Mauthausen, wraz ze schodami śmierci, rządowi Austrii. W kolejnych latach większość baraków rozebrano. Podobny los spotkał ogrodzenie. Wiele obiektów zaadaptowano do nowych celów. W kolejnych dziesięcioleciach teren potencjalnych miejsc pamięci ulegał systematycznemu zmniejszeniu. Władze Austrii dążyły również do przedstawienia Mauthausen głównie jako symbolu martyrologii, „pierwszej ofiary III Rzeszy”. Niemal całkowitemu zatarciu uległa przestrzeń podobozu Gusen I. W prywatne ręce przeszły nieliczne istniejące obiekty, w tym budynek bramy obozowej (i zarazem wartownia SS), tzw. Jourhaus, oraz dawne koszary SS, które zostały przekształcone w domy mieszkalne, a także teren placu apelowego obozu, który znajduje się obecnie na terenie aktywnego zakładu kamieniarskiego. W 2016 r. powstał list otwarty do władz Austrii, podpisany przez grupę osobistości zajmujących się historią, ochroną miejsc pamięci i polityką historyczną w Polsce, co doprowadziło do zainteresowania polskiej i austriackiej opinii publicznej sprawą Gusen. W czerwcu 2016 r. Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego wydelegowało wiceminister Magdalenę Gawin w celu podjęcia rozmów dot. powstrzymania dewastacji pozostałości po KL Gusen. W połowie lipca 2016 r., na skutek negocjacji władz polskich, austriacki parlament przyjął ustawę o ustanowieniu federalnego urzędu „Miejsce Pamięci KL Mauthausen”. W październiku 2016 r. plac apelowy po KL Gusen został wpisany do rejestru zabytków Republiki Austrii. Oznacza to objęcie tego terenu, znajdującego się obecnie w rękach prywatnych, ochroną konserwatorską, która pozwala zapobiec niekontrolowanym przekształceniom tego miejsca. W Gusen Fundacja Polsko-Niemieckie Pojednanie chciałaby utworzyć Europejskie Centrum Edukacyjne im. Henryka Sławika. Cytaty ze wspomnień więźniów obozu na podstawie zbioru „Ocaleni z Mauthausen. Historia mówiona” wydanego nakładem Domu Spotkań z Historią i Ośrodka KARTA kpc/PAP W związku z problemami z dystrybucją drukowanej wersji tygodnika „Sieci” (zamykane punkty sprzedaży, ograniczona mobilność społeczna) zwracamy się do państwa z uprzejmą prośbą o wsparcie i zakup prenumeraty elektronicznej - teraz w wyjątkowo korzystnej cenie! Z góry dziękujemy! Krzysztof Ogiolda Polskich obozów koncentracyjnych nie było w czasie wojny. I słusznie się na to określenie oburzamy. Powstały niestety po niej. Dla Żołnierzy Wyklętych, dla członków Armii Krajowej i dla Niemców zorganizował je aparat bezpieczeństwa. Dyskusję na ten temat ożywi z pewnością wydana właśnie przez Znak Horyzonty książka Marka Łuszczyny „Mała zbrodnia. Polskie obozy koncentracyjne”. Powód jej napisania dobrze oddaje motto, cytat z Hannah Arendt: Przeszłości nie da się traktować wyłącznie jak „martwego ciężaru”, trzeba uwzględnić pamięć, która stanowi ciężar zmarłych i wyrządzonych im krzywd. Stawiają oni wymagania wobec teraźniejszości. Książka przypomina, iż między 1945 a 1950 rokiem w Polsce działało 206 obozów, w których przetrzymywano Niemców, Polaków, Ukraińców i Łemków. Bardziej niż sama liczba takich miejsc musi szokować fakt, iż wiele z nich Ministerstwo Bezpieczeństwa Publicznego zakładało, wykorzystując infrastrukturę po niemieckich obozach nazistowskich. Obóz Świętochłowice-Zgoda to dawne Eintrachthütte – filia KL Auschwitz, Lager Sosnowitz II stał się obozem Sosnowiec, Lager Lagische – obozem w Będzinie. Jeden z bardziej wstrząsających rozdziałów książki mówi o losach ludzi, których przetrzymywano po wojnie w obozie Oświęcim. Na pryczach gryzły nas te same wszy, co naszych poprzedników w Auschwitz – mówi jedna z przetrzymywanych tam kobiet zatrudniona przy demontażu fabryki IG Farben i skacząca karne „żabki” dookoła baraku. Problemem jest nie tylko tożsamość miejsc cierpienia i umierania. Marek Łuszczyna pokazuje je przez pryzmat losów konkretnych ludzi – pojedynczych więźniów i nazwanych z imienia i nazwiska funkcjonariuszy komunistycznego aparatu. Te wspomnienia nie ustępują w dosadności wstrząsającym opisom, które wyszły spod piór Borowskiego, Grzesiuka czy innych autorów literatury lagrowej. „Auschwitz to było sanatorium przy tym, co wam zgotuję” – obiecywał na powitanie przywożonym do Świętochłowic komendant Salomon Morel. I dotrzymywał słowa. Miał zwyczaj bić więźnia drewnianą pałką po głowie, dopóki nie zamieni jej w krwawą miazgę. Stosuje też zabawy grupowe. Każe się kłaść nagim ludziom jeden na drugim, aż stos sięgnie wysoko. Ponieważ chce mieć pewność, że ci na dole nie przeżyją, wdrapuje się na górę i na plecach ofiar tańczy kalinkę. Nawet w „bezpieczeństwie” ma pseudonim Wariat. Toczy się dyskusja, czy powojenne obozy można nazwać polskimi obozami zagłady na pewno nie... Nie tylko okrucieństwo czyni takie miejsca odosobnienia podobnymi do obozów koncentracyjnych znanych w czasie wojny. Także głód. „Co dostawaliśmy? - wyznaje jedna z więźniarek. – Prawie nic nie było przewidziane dla hitlerowskich kurew. Zresztą nawet załoga miała ciężko. Kradła i kombinowała po wsiach”. O kawałek chleba łatwiej było tym, którzy nadawali się do pracy w Hucie Świętochłowice. Zwykle znalazł się porządny człowiek, co z domu przyniósł podwójną porcję kromek. Jedną dla siebie, drugą dla więźnia pracującego obok. Zostawiony przez zapomnienie napis nad bramą wejściową: „Arbeit macht frei” nabrał więc po wojnie nowego znaczenia. Ale przytłaczająca większość więźniów tego obozu była zbyt głodna i zbyt słaba lub chora (tyfus), by pracować. Wolność – nawet ta polegająca na oszukaniu głodu – nie była dla obozy koncentracyjne, zwłaszcza na Śląsku, były też obozami pracy. Centralny Zarząd Przemysłu Węglowego zgłosił zapotrzebowanie na 60 tysięcy robotników przymusowych. Bydlęce wagony przywożą – przede wszystkim Niemców z obozów w Potulicach, w Bydgoszczy, Lesznie, Radomiu, Puławach i wielu innych miejscach. Górnikami na zawołanie musieli się stać nauczyciele, urzędnicy, lekarze rolnicy itd. Do grudnia 1945 roku udało się zebrać 40 tysięcy ludzi, w tym dwa tysiące kobiet, wszystkich skierowano do pracy pod ziemią. Kopalnia za każdego wykwalifikowanego górnika płaciła Ministerstwu Bezpieczeństwa Publicznego 16 zł za każdy dzień pracy, za przyuczonego nauczyciela lub skrzypka 8 zł. Trudno nie dostrzec analogii z systemem nazistowskim, w którym haracz za niewolników pobierało od przemysłowców SS. Marek Łuszczyna zauważa, że tylko na terenie polskiego przedwojennego Śląska powstało 76 obozów podległych CZPW. Każdy dla około 400 więźniów. Tworzono je na bazie poesesmańskich budynków niemal przy każdej kopalni. W dyskusjach o komunistycznych powojennych obozach pojawia się często argument, że krzywdy dotykały w nich przede wszystkim Niemców, ponoszących kolektywną winę za dojście Hitlera do władzy i za wybuch wojny. To słaba argumentacja. Po pierwsze – wbrew stereotypowi – nie wszyscy Niemcy głosowali na NSDAP. Na Górnym Śląsku tę partię jesienią 1932 poparło niewiele ponad 26 proc. wyborców (gorszy wynik naziści uzyskali tylko w Badenii-Wirtembergii). Ale niezależnie od tego odpowiedzialność zbiorowa nie jest, mówiąc delikatnie, szczytem etyki, a jedna zbrodnia nie powinna przesłaniać innej. W książce cytowane jest zdanie Jana Józefa Lipskiego, iż rozliczanie większej winy niemieckiej nie unieważnia mniejszej winy polskiej. A gdyby kogoś współzałożyciel KOR nie przekonał, powinien pamiętać, że w obozach na Śląsku zamykano działaczy NSDAP obok zwykłych ludzi, wśród tych drugich wcale nie brakowało Polaków, także powstańców śląskich czy działaczy Związku Polaków w Niemczech. Zresztą obozy powojenne nie były przeznaczone tylko dla Niemców. Marek Łuszczyna opowiada historię Rozalii Taraszkiewicz, którą jako trzynastolatkę przywieziono – skutą z tyłu – do obozu pracy przymusowej w Krzesimowie koło Lublina. Całą jej winą było to, że jej brat był żołnierzem antykomunistycznego podziemia. Siostrze „największego bandyty w okolicy” przydzielono miejsce w oborze bez okien zastawionej trzypiętrowymi pryczami. – W oborach było pełno więźniów, były właścicielki zakładów meblowych, prokuratorki, sędziny, właścicielka kina „Wenus” w Lublinie, bardzo ładna, w ciąży – wspomina. - W obozie rządził Wiercioch, pseudonim Bestia. Niezależny, prawdziwy oberkapo, nie starali się na niego wpływać kolejni komendanci (…). On lubił ludzi rozgniatać drewniakami, które zawsze miał na nogach. Skąd pochodził, nie wiem, ale więźniów katował, bali się go okropnie, nosił polski mundur, ale ten w ogóle do niego nie pasował,powinien raczej nosić mundur SS. Choć wiele takich emocjonalnych opisów i wspomnień pokazuje analogie między wojennymi i powojennymi obozami pracy, nie zamykają one dyskusji o tym, czy można je nazywać polskimi obozami koncentracyjnymi. I autor książki tych dyskusji nie unika. – Spójrzmy na fakty, jak zorganizowano te miejsca odosobnienia – mówi profesor Bogusław Kopka, historyk, pracownik naukowy Głównej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu. – Na określonym terenie izolowano na czas nieokreślony, bez wyroku ludność cywilną, w tym starców, dzieci, kobiety, a więc ludzi niezdolnych do pracy. Te fakty odpowiadają definicji „obozów koncentracyjnych”, tyle że dla polskich historyków sformułowanie to na tyle jest zrośnięte z niemieckim systemem nazistowskiej zagłady, że musi wzbudzać naturalny opór, i ja go rozumiem. Bo też powojenne obozy polskie istotnie nie były – jak wiele obozów koncentracyjnych niemieckich – obozami zagłady. W Siemianowicach, Potulicach czy Łambinowicach nie było komór gazowych ani krematoriów. Metodą przemysłową zabijano ludzi w Treblince, Sobiborze, Bełżcu, Chełmnie i wielu innych miejscach. Pozostaje jeszcze jeden ważny punkt sporny. Część historyków jest zdania, że obozy powojenne stworzyły komunistyczne władze, które nie reprezentowały suwerennego narodu polskiego. Niemcy powierzyli władzę NSDAP w wyborach, komunizm przyniosła na bagnetach Armia Czerwona. Polaków nikt o zdanie nie pytał, a jak już to zrobiono, wynik wyborów został sfałszowany. – Bardzo wygodna, usprawiedliwiająca teoria – mówi na kartach książki Kazimierz Kutz. – Czyli jak nazywać tych, którzy te obozy założyli i nadzorowali? I co się z nimi później stało? Odlecieli na inną planetę? Czy polskimi obywatelami stali się w momencie zamknięcia ostatniego, hańbiącego naszą narodowość obozu? - pyta reżyser. To retoryczne pytanie z pewnością sporu o istnienie polskich obozów koncentracyjnych nie kończy. Raczej dyskusję otwiera. WSPOMNIENIA Bard i pisarz O Stanisławie Grzesiuku było niedawno głośno za sprawą jego biografii napisanej przez Bartosza Janiszewskiego. Nic dziwnego, że teraz wydawca przypomina jego pierwszą książkę. To wspomnienia autora, który jako 22-letni chłopak trafił do obozu koncentracyjnego i dzięki sprytowi przetrwał w nim do wyzwolenia w maju 1945 r. Młody Grzesiuk szybko się zorientował, jaką musi obrać strategię, by przeżyć: pracować jak najmniej się da, zdobywać dodatkowe jedzenie i spać jak najwięcej. Więcej możesz przeczytać w 5/2018 wydaniutygodnika wydania tygodnika Wprost dostępne są w specjalnej ofercie WPROST PREMIUM oraz we wszystkich e-kioskach i w aplikacjach mobilnych App Store i Google Play. © ℗ Materiał chroniony prawem autorskim. Wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Wprost. Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych. Dziennikarze do piór, funkcjonariusze do funkcji28 sty 2018, 20:00 — Na moim osiedlu, czyli warszawskim Ursynowie, pasją osób zarządzających jedną z lokalnych telewizji jest tropienie przypadków łamania przepisów drogowych. W efekcie na facebookowym profilu lądują filmiki z kierowcami naruszającymi...3 Niedyskrecje parlamentarne28 sty 2018, 20:00 — W PIS NARASTA NIEPOKÓJ W ZWIĄZKU Z DZIAŁALNOŚCIĄ JAROSŁAWA GOWINA, który intensywnie powiększa swój stan posiadania w parlamencie. Parlamentarzyści Prawa i Sprawiedliwości z przerażeniem patrzą, jak w ich okręgach pojawiają się...6 Info radar28 sty 2018, 20:00 — Generał od reprywatyzacji Jan Śpiewak, lider stowarzyszenia Wolne Miasto Warszawa, złożył zawiadomienie do prokuratury. Chce, by śledczy wyjaśnili, jaką rolę w zwrotach warszawskich kamienic odegrał generał z czasów PRL i III RP....12 Światowe Forum Nierówności28 sty 2018, 20:00 — RAFAŁ GÓRSKI NAJBOGATSI I NAJBARDZIEJ WPŁYWOWI LUDZIE ŚWIATA WŁAŚNIE SPOTKALI SIĘ NA ŚWIATOWYM FORUM EKONOMICZNYM W DAVOS. Tylko czy na pewno rozmawiali o tym, co najważniejsze? 82 proc. majątku trafiło do 1 proc. najbogatszych ludzi w...12 Idioci w krzakach28 sty 2018, 20:00 — JOACHIM BRUDZIŃSKI MA RACJĘ, DRWIĄC Z NAZIOLI, TYCH „IDIOTÓW W KRZAKACH” I ZARAZEM PRZYPOMINAJĄC, że w niejednym kraju Europy zupełnie zachodniej problem neofaszyzmu jest obiektywnie większy niż w Polsce. Kiedy antyprawica w kraju i...14 Biało-Polacy28 sty 2018, 20:00 — O nazistowskich szkoleniach młodzieży w lasach pisaliśmy już 15 lat temu. Dziś uczestnicy tych kursów to dorośli ludzie. Dziesięć tysięcy nastolatków wyszkolą tego lata w Polsce neonaziści” – pisali w maju 2003 r. dziennikarze...17 Kulisy odwołania Macierewicza28 sty 2018, 20:00 — Politycy PiS spodziewali się, że ludzie Antoniego Macierewicza zawistują teczkami. Mówiono nawet o domniemanych „kwitach na Morawieckich”. To miało się przyczynić do dymisji szefa MON. „Wprost” poznał kulisy Gielewska Odsiadka czy rządzenie?28 sty 2018, 20:00 — Właśnie upadł w Rumunii gabinet premiera Michała Tudosego, po tym, jak władze rządzącej partii socjaldemokratycznej odmówiły mu dalszego poparcia. Tudose został szefem rządu ledwie pół roku temu, w efekcie wotum nieufności, jakie...25Autor:Jan Rokita Jak pęka PiS28 sty 2018, 20:00 — Sprawa senatora Koguta pokazuje, że w obozie Zjednoczonej Prawicy królują nieufność, wzajemna niechęć i lęk o własną Olczyk Pospolite poruszenie lewicy28 sty 2018, 20:00 — Barbara Nowacka i Robert Biedroń prawdopodobnie staną na czele nowej lewicowej formacji. Czy wyjdzie z tego wino czy ocet?28 Walczący ze smogiem28 sty 2018, 20:00 — Rząd pracuje nad modelem walki zesmogiem. Pod lupę trafią 33 polskie miasta z najbardziej zanieczyszczonym powietrzem. Na razie na ten cel zaplanowano 180 mln Grabek Pomazańcy28 sty 2018, 20:00 — Myśliwy w Polsce ma więcej praw i przywilejów niż policjant. I nie ma się co dziwić, ma ważniejsze zadania. Nie tylko chroni polską przyrodę, głównie przed nią samą, ale przede wszystkim chroni polskich obywateli przed przyrodą....33Autor:Ewa Wanat Minister uderza w regionalne uczelnie28 sty 2018, 20:00 — Po reformie Gowina regionalne uniwersytety spadną do rangi szkół licencjackich, a rektorzy zostaną panami życia i śmierci naukowców – alarmuje Aleksander Kądzielska Krajobraz po kolejnej bitwie o samorządy28 sty 2018, 20:00 — Zmiany w ordynacji wyborczej nie są efektem konsultacji PiS, bo ich nie było. Po prostu prezes przestraszył się możliwych Organizujmy Polskę bez doktrynerstwa28 sty 2018, 20:00 — CYRYL EKIERSKI Zarządzanie państwem nie opiera się na jednej sprawdzonej recepturze. Na świecie koegzystują monarchie, dyktatury, republiki i inne formy sprawowania władzy – wbrew rozpowszechnionej tezie, że demokracja jest jedynym...41 Aborcja nie w moim interesie28 sty 2018, 20:00 — ADRIAN FURMAN, osoba z niepełnosprawnością, przedsiębiorca, bloger, człowiek Jako osoba z niepełnosprawnością jestem zdeklarowanym przeciwnikiem aborcji. Powód? Nie jest to w moim interesie. Kropka. Zdaję sobie sprawę ze złożoności...42 W cieniu swastyki28 sty 2018, 20:00 — Organizacje nazistowskie to w Polsce margines. Większym problemem jest parasol bezpieczeństwa, który władza roztacza nad środowiskami narodowymi sączącymi rasizm oraz agresję wobec Skrzydłowska-Kalukin Babcie są zmęczone28 sty 2018, 20:00 — Chciałyby korzystać z życia, ale kto wychowa wnuki? Za emancypację babcie płacą wyrzutami Jankowska Rolnik z aplikacją28 sty 2018, 20:00 — Jak zdjęcia robione z orbity okołoziemskiej pomagają polskim Kuchenne rewolucje w szkole28 sty 2018, 20:00 — Dietetyczne posiłki przygotowywane na miejscu i 40-minutowa przerwa obiadowa – taką szkołę widzi minister Anna Grabek Nowy rok według najbogatszych28 sty 2018, 20:00 — Jeden planuje odwiedzić operę w Omanie, drugi chciałby poprawić się w grze w golfa. Wszyscy chcą ze swoim biznesem silniej rozpychać się na zagranicznych rynkach. O plany na 2018 r. spytaliśmy bohaterów naszej listy 100 Krawiec Dobry zwyczaj – wypożyczaj!28 sty 2018, 20:00 — Świadomość klientów bardzo się zmieniła. Znacznie wzrosły ich wymagania, a co za tym idzie, standard floty – mówi Agnieszka Drzymała-Feć, dyrektor sprzedaży w firmie Nasz drogi śnieg28 sty 2018, 20:00 — Każde ocieplenie przyprawia właścicieli narciarskich stoków o szybsze bicie serca. Śnieg zyskuje status białego Gryn Dłużnicy na gapę28 sty 2018, 20:00 — Rośnie liczba zadłużonych Polaków – w większości to osoby przed 35. rokiem Puszka Pandory28 sty 2018, 20:00 — Grecja od lat domaga się od Berlina wojennych reparacji i choć Niemcy konsekwentnie odrzucają te żądania, upór wyszedł jej na Gwozdowska Narodziny przywódcy28 sty 2018, 20:00 — Winston Churchill stał się ikoną alianckiego oporu w czasie II wojny światowej. Choć wcześniej nic nie zapowiadało, że to on będzie przywódcą, którego przemówienia porwą Po prostu meble28 sty 2018, 20:00 — Nowoczesny, minimalistyczny i skandynawski – to style, które rządzą w domach Biuro dobrze przemyślane28 sty 2018, 20:00 — Aż trzy czwarte kandydatów przy wyborze nowego pracodawcy bierze pod uwagę atrakcyjność jego Nie mam planu B28 sty 2018, 20:00 — Człowiek wiecznie szczęśliwy to jednostka chorobowa – przekonuje Edyta Olszówka i pyta, czy jesteśmy otwarci na drugą osobę. Po wybitnej roli teatralnej w „Elementarzu” aktorka wraca do kina w filmie „Plan B”.78Autor:Dawid Muszyński Co jest (i było) grane28 sty 2018, 20:00 — Rock nigdy nie miał w Polsce łatwo. W PRL narodził się z trudem, potem próbowano go zamknąć w domu poprawczym. Na krótko wyrwał się na wolność, ale szybko utknął w klatce Bugajski Praca reżysera to nie wyczyn, to harówa28 sty 2018, 20:00 — Jeden z najciekawszych współczesnych reżyserów stworzył portret jednego z największych twórców filmu. Michel Hazanavicius opowiada nam o swoim filmie „Ja, Godard”. Wkrótce w Wydarzenie28 sty 2018, 20:00 — WSPOMNIENIA Bard i pisarz O Stanisławie Grzesiuku było niedawno głośno za sprawą jego biografii napisanej przez Bartosza Janiszewskiego. Nic dziwnego, że teraz wydawca przypomina jego pierwszą książkę. To wspomnienia autora, który jako...90 Film28 sty 2018, 20:00 — TRAGIKOMEDIA Kowbojska mentalność Nagrodzone czterema Złotymi Globami i nominowane do Oscarów w siedmiu kategoriach „Trzy billboardy” to ostatnio jeden z najzabawniejszych filmów. Ale w tej przywodzącej na myśl kino braci Coen...92 Muzyka28 sty 2018, 20:00 — PŁYTA Pop mile widziany W NIEKOŃCZĄCEJ SIĘ DYSKUSJI NA TEMAT TEGO, dlaczego rozgłośnie radiowe nie prezentują nowych polskich twórców, pojawia się często argument, że brak jest przebojowej, dobrze zaaranżowanej i zagranej muzyki pop....93 Książka28 sty 2018, 20:00 — TEATR Lupa do czytania Łukasz Maciejewski, „Lupa. Koniec świata wartości”, PWSFTViT w Łodzi Podczas egzaminów do łódzkiej Filmówki Krystian Lupa usłyszał, że jest beztalenciem – na szczęście dla polskiego teatru. Dziś ta sama...94 Kalejdoskop28 sty 2018, 20:00 — WYSTAWA Zamiast Mony Lisy Łódź pozazdrościła Warszawie „Kopernika” i w murach dawnej elektrowni stworzyła centrum naukowo-kulturalne EC1. Nikt tak jak da Vinci nie nadaje się na bohatera tutejszej wystawy. Z jednej strony niewątpliwie...95 Kulturalna trzynastka28 sty 2018, 20:00 — Anna Jadowska REŻYSERKA FILMÓW „TERAZ JA” I „Z MIŁOŚCI”. POD KONIEC ZESZŁEGO ROKU PREMIERĘ MIAŁY JEJ „DZIKIE RÓŻE” 1. Najbardziej znienawidzona lektura? Instrukcje obsługi. 2. Którym bohaterem z literatury chciałabyś być...96 Norylsk. Piękno i zło28 sty 2018, 20:00 — MICHAŁ WITKOWSKI Kto był już wszędzie i wszystko widział, kto jest turystą zblazowanym, hipsterskim, na kogo już nie działają wizje błękitnych mórz i drinków z wisienką pitych przy jacuzzi, kto już nie kolekcjonuje mil i nie...97 Rząd w RFN? Może już za dwa miesiące...28 sty 2018, 20:00 — Nie chcę się chwalić, ale tuż po ostatnich wyborach w Niemczech w tekście opublikowanym w „Gazecie Polskiej Codziennie”, gdy wszyscy mówili, że powstanie „jamajska koalicja” (CDU/CSU, liberałowie i Zieloni), ja upierałem się, że...98Autor:Ryszard Czarnecki Do obozu koncentracyjnego trafił przez kobietę, do PZPR z lenistwa, literatem został niechcący, gwiazdą estrady – od niechcenia. Stanisław Grzesiuk – legendarny bard Warszawy doczekał się pierwszej na miejski folk przychodzi i odchodzi. Czasy się zmieniają, wciąż powstają piosenki wprost na ulicy, jednak dziś hip hopowy trans dużo trudniej zapamiętać, niż częstochowskie rymy złodziejskich i pijackich ballad przedwojennej Warszawy. Ze wspomnień, które zebrał w swojej książce Bartosz Janiszewski wynika, że radiosłuchacze i posiadacze adapterów oszaleli, kiedy usłyszeli w Polskim Radiu Stanisława Grzesiuka, a ze swoją bandżolą potrafił samodzielnie śpiewać w wypełnionej do ostatniego miejsca Sali Kongresowej. Kiedy zespołowi znudziło się granie rock and rolla, folk rockowa Szwagierkolaska przyniosła grupie większą sławę niż jakakolwiek inna płyta. Nie byłoby tego sukcesu bez postaci Stanisława Grzesiuka, mam też wrażenie, że nie miałby też odwagi śpiewać inżynier Staszewski, znany kilka dekad później jako „Tata Kazika”. Bartosz Janiszewski, choć stara się zachować linearny charakter opowieści, wzorem wytrawnego gawędziarza czasem uprzedza fakty, innym zaś razem powraca do przeszłości. Wszystko po to, by jak najpełniej i najciekawiej przedstawić postać człowieka, który przeżył piekło obozów koncentracyjnych, dał sobie radę w komunie i… nie przemęczał się pracą. Autor nie epatuje zbytnio alkoholowymi zainteresowaniami mieszkańców Czerniakowa, nie ekscytuje wszechobecnością śmierci w książce „Pięć lat kacetu”, przypomina za to, skąd w polskiej literaturze wzięła się fraza „Boso, ale w ostrogach”. Od pierwszej strony czuje się za to, że Stanisława Grzesiuka szanuje i poważa. Niejeden raz podkreśla jego szczególne poczucie honoru, które zresztą narobiło mu kłopotów i za okupacji i po wojnie, spryt czy wręcz cwaniactwo warszawiaka i przede wszystkim życzliwość i zainteresowanie losami innych ludzi. O ile przedwojenne i wojenne losy barda stolicy są dość dobrze znane dzięki lekturze jego świetnie spisanych wspomnień, o tyle ciekawie wypada część dotycząca powojennych losów więźnia hitlerowskich obozów. Wstępuje do PZPR, kończy kurs dyrektorów i dostaje nawet posady dyrektora administracyjnego szpitali. Co nie oznacza, że w pracy nie pije, nie wychodzi na miasto – generalnie – nie przejmuje się pracą i funkcją, bardziej losami podwładnych. To także zapis zupełnie nieznanej młodszym czytelnikom powojennej biedy. Nawet będąc członkiem partii i dyrektorem, Stanisław Grzesiuk wraz z żoną i dwójką małych dzieci gnieździł się w służbowym pokoju szpitalnym. Według autora, absolutnie nie przywiązywał się do rzeczy materialnych. Kiedy dostał od kogoś prawdziwy skarb w powojennej Warszawie – dwoje krzeseł – jedno natychmiast oddał zaprzyjaźnionej rodzinie. Jedynym, czego nigdy nie zgubił po pijanemu, była bandżola z Myszką Miki, która towarzyszyła mu za hitlerowskimi drutami, i z którą nie rozstał się aż do sporo pysznych opisów powojennego życia literackiego, są miniatury literackie, anegdoty z pobytów w sanatoriach dla gruźlików, w których jak obliczył sam Grzesiuk, spędził więcej czasu niż w obozie koncentracyjnym. Jest opis występu w alkoholowym amoku w sławnym talk show „Tele Echo”, są relacje z występów umierającego na gruźlicę barda w zadymionej kawiarni „Stolica”, skąd transmitowano „Podwieczorek przy mikrofonie”. Nie ma już tamtych audycji, dobrze, że znalazł się ktoś, kto choć na chwilę przywołał w migotliwym świecie żyjących kilkanaście godzin newsów postać człowieka, który do śmierci nie stracił humoru ani honoru i nade wszystko kochał ludzi. Opowiadał, śpiewał, grał i żył pełnią życia, bo widział jak wygląda śmierć z ręki hitlerowców.

obóz ze wspomnień grzesiuka